czwartek, 4 lipca 2013

Jacket/Coat.

Zdjęcia robione dawno, ale dobra pora by pokazać mój skarb przed zbliżającym się wyjazdem. Kurtka niesamowicie sprawdza się w zimne i wietrzne dni. Poza tym ściągacze które znajdują się w środku sprawiają że kurtka jeszcze bardziej przylega do ciała i wygląda zdecydowanie lepiej niż na wieszaku. Poza tym zauroczył mnie łososiowy kolor, chyba jest moim ulubionym w tym sezonie. Myślę że nad jeziorkiem czy nad morzem będzie sprawdzała się w 100u procentach kiedy nie będzie pogody (odpukać w niemalowane!)  Pozostaje trzymać kciuki żeby wszystko udało się tak jak to sobie zaplanowałam :)






Sweet.

To właśnie zostawiła mi siostra w moim zeszycie, który teraz zawsze noszę przy sobie. Słodko usłyszeć "-A wies cemu okna są w serduska? - No czemu? -bo cie kocham" To chyba najsłodsze dziecko jakie znam. I powiedziała, że narysowała nasz dom, żebym o nim pamiętała :x mądra istota choć taka mała. Oprócz domu i rodzinki narysowała również coś co mnie zaskoczyło. Chyba wsadzę sobie te obrazki do antyramy i powieszę w nowym pokoju :) słodziutko!





...

Wczorajszy dzień oprócz jednego incydentu zaliczam do udanych. Zdobyłam się w końcu na rozmowę z mamą i poszłam się z nią spotkać :) Zanim weszłam do jej salonu z daleka widziałam już swoją młodszą siostrę która siedziała na schodkach. Jak mnie zobaczyła to od razu "Nikoooooola!" i rzuciła mi się na szyje, takie słodkie malutkie. Poszłam do mamy, pokazałam świadectwo porozmawiałyśmy sobie z Olką i w ogóle no a później na zebranie do brata. Jestem z niego dumna, że dostał się do sportówki i mimo że jest w klasie siatkarskiej a trenuje nożną to i tak wiem, że sobie poradzi z tyloma godzinami zajęć sportowych w tygodniu, bo ja wiem że rady bym nie dała xd później zakupy z mamą i jakoś zleciało, ale swoich podjętych decyzji się trzymam. Odczucia i niektóre sytuacje które miały miejsce wczoraj z mamą zostawie dla siebie. Wróciłam do domu, poleżałam chwile i dostałam wiadomość że mam wpadać. No więc się zgarnęłam i wyszłam z domu, a po drodze odebrała mnie Kinga..... idąca po ulicy z talerzem i jedząca po drodze spaghetti, nie ogarniam życia. Poszliśmy do Roksy, było wesoło poznałam kilku nowych ludzi co dobrze mi zrobiło no i czas jakoś zleciał i chyba o 23 w domu byłam? coś koło tego. Głupi Kusz miał mnie odprowadzić bo ciemno i niebezpiecznie a zaginął gdzieś w akcji a później miał jakiś problem, głupi Kusz. I oczywiście poszliśmy wszyscy na boisko gdzie prawie jakiś chłopak się przysrał bo Kinga się z niego śmiała że nie może trafić do bramki :c znowu przerąbane całe życie przez nią. Ale taki wypad mi się przydał. Oby jak najwięcej takich! No i miło mi się zasnęło, wiedząc że K spędza kulturalnie wieczorek. Wszystko jak najlepiej :)



wtorek, 2 lipca 2013

My little sweetheart.

Moje urocze. Jedyne stworzonko na świecie które teraz kocham. I tęsknie w sumie. Muszę pojechać do tego małego gnojka ze zdjęcia bo nienawidzę za nią tęsknić. Jedyne czego mi brakuje w całej tej chorej sytuacji co wyszła to właśnie tego maleństwa. I jak tu jej nie kochać? :)



UNDERGROUND BITCH!

Żałuje że nie mam zdjęć z piątkowego występu, dlatego wrzucam jedno które zrobiłyśmy przed występem na osirze w maju. Ale od początku, ciężkie treningi leciały przez miesiąc a choreografie dopiero skończyłyśmy dzień przed występem. W piątek o godzinie 15:00 byłyśmy już w pociągu i od razu zrobiło się  wesoło. Fakt faktem, że niestety nie udało nam się pojechać całym zespołem jak na zdjęciu, ale też było dobrze. Dojechaliśmy do Wrocławia bo to we wrocławskim klubie Alive dałyśmy pokaz. Impreza nazywała się "I love wiadro", może słyszeliście o niej albo tam byliście. No więc dojechaliśmy do Wrocławia i poszliśmy coś zjeść, a później prosto do klubu. Myślałyśmy, że nie zdążymy ale na szczęście wszystko się przeciągnęło a same zatańczyłyśmy o 22..  W międzyczasie chłopcy odstawiali swoje koncerty my się bujałyśmy a mi nawet udało się zatańczyć na samym środku parkietu z Wojtkiem, którego szczerze pozdrawiam. Przed naszym występem nie pokazałyśmy zbytnio na co nas stać, każda sobie potupała do muzyki i nie wychylałyśmy się. Co innego można powiedzieć o zespole "COMA", dlatego bałyśmy się że nas zgaszą przy pokazie. A wiecie co? Było totalnie na odwrót. Nikt się tego po nas nie spodziewał, nawet my same nie myślałyśmy, że tak ZAJEBIŚCIE nam to wyjdzie. Kiedy puścili naszą muzykę a szczególnie kawałek DMX'a cała sala się bujała! to było niesamowite, naprawdę. I klimat i to z jaką siłą zatańczyłyśmy bo ja pod koniec choreografii nie mogłam złapać już powietrza. Po naszym występie, dziewczyny z comy wyzwały nas na batelkę, chyba wiecie co to jest. Dwa zespoły stoją na przeciw siebie i jakby walczą choreografiami, wtedy również wbiłyśmy je w ziemie. KAŻDY w klubie mówił, że rozjebałyśmy. Przepraszam za brak cenzury, ale to najlepiej wyraża odczucia w tamtym momencie. Czułam się jakbym grała w filmie i tak również to wyglądało. Przynajmniej taki obraz wyłaniał się z ust osób które miały możliwość oglądania tego co się działo. Bez porównania to był nas najlepszy występ dlatego żałujemy że nie zostało to nagrane bo było zbyt ciemno :x Po batelce poszliśmy wszyscy przed klub żeby jakoś uczcić nasz sukces no i oczywiście wszyscy po piwku a ja z wodą, ale stuknąć się czymś trzeba było! Posiedzieliśmy, pośmialiśmy się i podszedł do nas chłopak mówiąc żebyśmy czuły się po takim pokazie zaproszone na kolejną imprezę którą oni organizują. 3dniowa zajawka brzmi całkiem nieźle. 1ego dnia koncerty hip-hop'owe, 2ego dnia reggae a 3ego dnia warsztaty taneczne, graffiti i nie wiem co jeszcze. Ale już się doczekać nie mogę bo klimat na prawdę świetny. Po wszystkim poszliśmy się jeszcze pożegnać z Wojtkiem (tak, z tym który ze mną tańczył, a raczej próbował xd) ale dawał wtedy koncert więc posłuchaliśmy chwile, pobujaliśmy się i zawineliśmy na pociąg. Byłam już na prawdę mega zmęczona, ale warto było. Wszyscy zadowoleni, dużo śmiechu i wiecie.. została mi przypisana ksywka- MIC (czyt. majk) wiecie dlaczego? hahaha, bo podczas batelki krzyknęłam do typeczka na scenie "dajcie mi majka!" i wbiłam na scene hahahaahah no i tak zostało także moja ksywka w undergroundowej ekipie to MAAAAAAAAJK! Dalej nie wierze, że to zrobiłam no ale... żałujcie że nie widzieliście naszego występu, damnnnnnn it!